Z uwagi na to, że mam spore zaległości pozwolę sobie na powrót do przeszłości. Na myśl o tym robi mi się słabo. Zastanawiam się - jak ja to wszystko zniosłam? Kupa brudu, kurzu itp itd; ale od czegoś trzeba było zacząć. Mieliśmy do wyboru kilka opcji: mieszkanie na stancji (i ciągłe stanie w miejscu), kupno nowego mieszkania (i wieloletnie pytanie: jak to będzie?) albo zamieszkanie w domu rodzinnym mojego M. Wybraliśmy oczywiście ostatnią opcję bo według nas okazała się najbardziej bezpieczna pomimo tego, że czekało nas duuużo pracy i mieszkanie z rodzicami. Na początku nie wiedzieliśmy za co się zabrać. Do zamieszkania mieliśmy przeznaczone całe IIp. domu mojego M. Doszczętnie zniszczone i wymagające gruntownego remontu co będziecie mogły zobaczyć w moich najbliższych postach. Z perspektywy czasu - nie żałuję. Do tej pory wykończyliśmy jeden pokój, łazienkę, kuchnię i przedpokój reszta niestety musi poczekać.
Poniżej pierwsze odsłony naszych zmagań- zaczynam od najważniejszego miejsca w naszym domu.
W przyszłości planujemy zaadaptować to miejsce na naszą sypialnię.
Witaj...
OdpowiedzUsuńBardzo chętnie będę śledzić Wasza droge ku upragnionemu M;)) zmiany sa oczywiście olbrzymie...zapewne mnóstwo trudu i sił w to włożyliście ale było warto!!
Pozdrawiam cieplutko
O ja..................to dopiero czary;) Zawsze mówiłam,że teraz można tak ładnie urządzić się bez względu, czy budynek jest nowy czy stary. U Ciebie tak pięknie widać włożoną pracę i efekt. Jest PRZYTULNIE i stylowo:) podoba mi się.
OdpowiedzUsuńWpadnij do mnie;*